Kilkuset kibiców w Głogowie mimo porażki opuszczało zadowolonych halę przy ulicy Wita Stwosza. Chrobry odpadł w pierwszej fazie play - off przegrywając już po dwóch spotkaniach z mistrzem kraju płocką Wisłą 24:26. Wygrana mistrzów kraju u siebie w rozmiarach 31:19 nie miała znaczenia pod względem różnicy bramek, bowiem do awansu liczą się tylko zwycięstwa. Wiedzieli o tym wszyscy i kiedy Chrobry w pierwszej połowie przeciwstawiał się na tyle ile mógł remisując do przerwy z grającymi w spacerowym tempie płocczanami 13:13 to dostrzegając szansę do większego wysiłku swoich podopiecznych namawiał trener Zbigniew Markuszewski. Opłaciło się, bowiem głogowianie zaczęli po przerwie odjeżdżać faworytom nawet do stanu 20:16 w 47 minucie meczu. Perspektywa zwycięstwa na tyle sparaliżowała głogowian, że zaczęli tracić piłki, rzucać niecelnie, a doświadczona Wisła nie zwykła marnować takich okazji. Na pięć minut przed końcem był remis po 22. Finisz też należał do faworytów, którzy ostatecznie wygrali dwoma bramkami tym samym ostatecznie odsuwając od siebie perspektywę konieczności rozgrywania trzeciego meczu na własnym parkiecie. Duży w tym udział harującego Kubisztala i Wicharego w bramce. Mimo to głogowscy fani otrzymali podziękowania od kibiców za walkę, a goście zestaw połajanek ze strony trenera, bo który to już raz zlekceważyli rywala? Ich główny przeciwnik Vive Kielce, tylko raz w przestrzeni całego sezonu pozwolił sobie na wpadkę. Wiśle zdarza się to częściej. Płocczanie w półfinale, Chrobry ponownie zagra o miejsca 5 – 8.
SPR Chrobry Głogów – Wisła Płock 24:26 (13:13) w pierwszym meczu 19:31, awans Wisła
Chrobry: Stachera, Zapora – Bednarek 5, Mochocki, Płaczek, Ścigaj, Świtała po 3, Piętak, Różański po 2, Kuta, Łucak, Olęcki 1.
Wisła: Seier, Wichary – Kubisztal 8, Kavas 6, Dobelsek, Syprzak po 3, Spanne 2, Backstroem, Toromanovic, Twardo, Zołoteńko po 1, Eklemovic, Gomółka, Kwiatkowski, Olsen.
Piłka Ręczna
Niewiele ponad dwa tygodnie pozostało do turnieju ostatniej szansy piłkarzy ręcznych dającego przepustkę na igrzyska olimpijskie w Londynie. Polacy z uwagi na słaby występ w mistrzostwach świata w ubiegłym roku musieli sobie wywalczyć prawo gry w takim turnieju podczas niedawno zakończonych mistrzostw Europy w Serbii. Przy pewnym zbiegu okoliczności udało się to i w dniach 6-8 kwietnia w hiszpańskim Alicante podopieczni Bogdana Wenty spróbują wykorzystać swoją jedyną szasnę. Rywalami Polaków będą gospodarze, czwarty zespół niedawnych ME, Serbia świeżo upieczeni wicemistrzowie Starego Kontynentu oraz zawsze groźna reprezentacja Algierii. Na igrzyska awansują dwa najlepsze zespoły, mecze rozgrywane będą systemem każdy z każdym. Nadzieje Polaków na awans po części związane są z faktem, że Serbia jest wyraźnie słabsza poza swoim krajem oraz w tym, że obecna kadra powołana przez polskiego szkoleniowca jest teoretycznie silniejsza niż na serbskich mistrzostwach. Przypomnijmy, że wtedy skład polskiej reprezentacji mocno przetrzebiły kontuzje. Do kadry wracją bramkarz Sławomir Szmal, rozgrywający Mariusz Jurasik, Tomasz Rosiński, Marcin Lijewski oraz skrzydłowy Bartłomiej Tomczak. Poza Lijewskim wszyscy pozostali zawodnicy grają w Vive Kielce. Oto pełny skład 21.osobowej kadry powołanej na turniej kwalifikacyjny: Bramkarze: Sławomir Szmal (Vive Targi Kielce), Marcin Wichary (Orlen Wisła Płock), Piotr Wyszomirski (Azoty Puławy).Rozgrywający: Michał Jurecki, Tomasz Rosiński, Grzegorz Tkaczyk (wszyscy Vive), Karol Bielecki, Krzysztof Lijewski (obaj Rhein-Neckar Loewen), Mariusz Jurkiewicz (Atletico Madryt), Bartłomiej Jaszka (Fuechse Berlin), Marcin Lijewski (HSV Hamburg).Skrzydłowi: Patryk Kuchczyński, Mateusz Jachlewski, Bartłomiej Tomczak, Mariusz Jurasik (wszyscy Vive), Adam Wiśniewski (Orlen Wisła), Robert Orzechowski (MMTS Kwidzyn), Tomasz Tłuczyński (TuS N-Luebbecke).Obrotowi: Kamil Syprzak, Zbigniew Kwiatkowski (obaj Orlen Wisła), Bartosz Jurecki (SC Magdeburg). (mgi)
Chrobry po remisie w Lubinie, w ostatnim meczu fazy zasadniczej musiał zremisować z czwartymi w tabeli mielczanami, jeśli chciał uniknąć w fazie play - off dwumeczu z Wisłą Płock. Wtedy rywalem głogowian byłaby w nieco bliższym zasięgu drużyna MMTS Kwidzyn. Wszystko przy założeniu, że Vive Kielce do samego końca utrzyma zwycięską passę i pokona w Zabrzu Powen. Zamiary głogowian kompletnie się nie powiodły i nie jest to wina sędziów, na co przez chwilę w przypływie emocji składali karb widzowie, ani nadzwyczajnej gry mielczan. Liczba błędów Chrobrego i nie wykorzystanych okazji była zastraszająca. Wszyscy wiedzą, że najlepszą bronią "czeczeńców" jest kontratak i co? W 12 minucie 9:5 dla gości i cztery gole po kontrze. Do przerwy w ten sposób zdobytych łącznie siedem a w całym meczu dwanaście bramek przy stuprocentowej skuteczności! Niemal połowa wszystkich zdobytych bramek. Do tego doliczmy trzy wykorzystane karne i trzy zmarnowane Chrobrego. Jeśli jeszcze dodamy, że goście przebywali na ławce kar 12 minut a głogowianie tylko dwie, wszelkie komentarze są zbyteczne. Owszem nie można odmówić naszemu zespołowi ambicji i zarzucić, że odpuścił zawody. Jednak wygrał zespół, który bardziej chciał, choć trudno powiedzieć dlaczego akurat byli to goście. Ujawniła się też w całej rozciągłości prawda o tym, że już nie tylko Vive i Wisła są zespołami zbyt mocnymi dla Chrobrego. Jest to już MMTS, Stal i także Azoty. Za chwilę na dłużej będzie to także nieustannie wzmacniany Powen, który sensacyjnie prowadząc od pierwszej do ostatniej minuty pokonał Vive. Chrobry znajduje się dokładnie w takim miejscu, jakie są możliwości tej drużyny. Używając języka motoryzacyjnego, takie są parametry tego silnika, szczególnie w jeździe długodystansowej pod nazwą cały sezon i tyle. Jeżeli ma być lepiej to piłka jest w tej kwestii po stronie działaczy i sponsorów. Pierwszym rywalem w fazie play - off będzie zatem mistrz Polski Wisła Płock. I to jest jedna z korzyści posiadania zespołu w ekstraklasie - granie z tak znakomitymi zespołami i możliwość ich oglądania. O tym też należy pamiętać by nie dać się zwariować i mieć oczekiwania ponad stan.
Chrobry od bardzo dawna nie potrafi pokonać Zagłębia w meczu ligowym i wczoraj też nie zdołał mimo tego, że przez całe spotkanie był zespołem posiadającym inicjatywę. Dla obu drużyn stawka meczu była bardzo wysoka. Głogowianie chcą zachować szóste miejsce w tabeli aby w fazie play off nie spotkać się z Vive lub Wisłą, a Zagłębie do niej w ogóle dostać, aby uniknąć trudnej walki o utrzymanie. Początek nerwowy z obu stron. Pierwsi opanowali się goście. Wykorzystali błędy lubinian i odskoczyli na 8:4 w 13 minucie. Zmiana sposobu obrony przyniosła sukces Zagłębiu. Chrobry przez 9 minut nie zdobył gola a Piotr Adamczak wyrównał na 8:8. Przed końcem pierwszej połowy udało się nawet gospodarzom wyjść na jednobramkowe prowadzenie, ale w sumie na przerwę zespoły schodziły z remisem po 13. Druga część rozpoczęła się od trafienia Zagłębia, ale później mieliśmy niemal kopię sytuacji z I połowy. Znów Chrobry uciekł tym razem na trzy trafienia – w 40 minucie było 16:19, znów zaliczył długi okres bez gola (6 minut) i znowu na jednobramkowe prowadzenie wyszli miedziowi. Trzeba powiedzieć, że głogowianie stronie Zagłębia byli Michał Świrkula w bramce i Radosław Fabiszewski, który zdobywał kluczowe gole. W Chrobrym obaj bramkarze Sebastian Zapora i Rafał Stachera oraz Maciej Bednarek i Tomasz Mochocki. Stawka meczu ponownie sparaliżowała zespoły w samej końcówce. Ostatnia bramka w meczu – dla Chrobrego na 25:25 – padła w 56 minucie i 35 sekundzie. Bliżej decydującego ciosu byli goście, którzy od 58 minuty i 30 sekundy niemal cały czas posiadali piłkę, ale nie zdołali skonstruować wieńczącej dzieło akcji. Podział punktów nic nie wyjaśnił z punktu widzenia obu zespołów. Oba muszą walczyć w ostatnich meczach Zagłębie najlepiej o zwycięstwo w Puławach, Chrobry o punkt u siebie ze Stalą Mielec.
Od niedzieli - oby przez dwa tygodnie do finału - będziemy mogli się emocjonować kolejnymi występami reprezentacji szczypiornistów prowadzonej przez Bogdana Wentę na wielkiej międzynarodowej imprezie. Od momentu jej objęcia przez tego byłego świetnego zawodnika po latach posuchy nie opuściliśmy żadnej z wielkich imprez, na dwóch zdobyliśmy medale. Teraz pora na rozpoczynające się w Serbii mistrzostwa Europy. Oprócz walki o medalowe trofea stawką jest też awans na Igrzyska Olimpijskiej w Londynie lub przynajmniej do turniejów kwalifikacyjnych na tę imprezę. Każdy kto interesuje się męskim szczypiorniakiem doskonale wie, że zasadniczo poza nazwą każda impreza w tej dyscyplinie, jest tak naprawdę… mistrzostwami Europy. Od wielu lat zespoły Starego Kontynentu tak zdominowały dyscyplinę, że ich sprawą wewnętrzną jest rozdanie miejsc na podium. Zdarzają się pojedyncze niespodzianki, jak przez pewien czas postawa Korei Południowej, szczególnie w okresie olimpiady w Seulu, lub udane występy Tunezji lub Argentyny, ale nawet lokata w pierwszej ósemce dla zespołów z innych kontynentów jest nie lada wyzwaniem. Z tego powodu pod względem sportowym to chyba właśnie mistrzostwa Europy są imprezą o najwyższym światowym poziomie w tej dyscyplinie. Stawka zespołów na wszystkich „medalowych turniejach” od lat jest niesłychanie wyrównana i poza Francją, która nie schodzi z podium od kilku sezonów, jego skład na żadnej imprezie od kilkunastu lat nie był taki sam. Poza wspomnianą Francją niemal nikomu nie udaje się dwa razy z rzędu na nim utrzymać (do 2002 roku trwała „era” Szwecji – trzykrotnych pod rząd mistrzów Europy). Niemal, bo jeszcze Polska pod rząd trafiła na podium zajmując drugie i trzecie miejsce na mistrzostwach Świata, ale gwoli prawdy „przecięte” olimpiadą w Pekinie i ME w Norwegii. W historii występów mamy jeszcze na koncie brąz olimpijski, ale żadnego trofeum z mistrzostw Europy. Najwyższe, czwarte miejsce na tej imprezie Polacy wywalczyli dwa lata temu w Austrii. Rok temu nasza reprezentacja zaliczyła nieudany występ na mistrzostwach Świata w Szwecji zajmując ósme miejsce. To nie stawia nas w roli faworytów imprezy tym bardziej, że skład kadry na serbski turniej w dużej mierze ustanowiły kontuzje. Wypadł Sławomir Szmal, Marcin Lijewski i Tomasz Rosiński – absolutni pewniacy do gry. Na koniec doszedł do tego Bartłomiej Tomczak, zmiennik na skrzydle. Na osłodę z kolei można podać, że najlepsze mecze w Szwecji, „na styku” zagraliśmy z późniejszymi wicemistrzami Danią i brązowymi medalistami Szwedami. Równie nieźle wypadliśmy tydzień temu na turnieju remisując z Islandią i przegrywając tylko jednym golem z Danią. Tylko, że obecny poziom jest tak wyrównany, że o sukcesie decydują minimalne różnice, pojedyncze błędy, lepszy dzień bramkarza, czy skuteczność. Zgodzić się zatem trzeba z postawioną jakiś czas temu tezą Bogdana Wenty, że każdy mecz jest jak finał, tym bardziej, że wyniki z grupy zaliczane są do dalszej rywalizacji i można awansować, ale już nie odrobić strat. Zatem na początek „trzy finały” w grupie. W niedzielę z mającymi ogromne ambicje gospodarzami Serbią, we wtorek z teoretycznie najsłabszą Słowacją, a w czwartek bój z Danią. Wszystkie mecze z udziałem naszej drużyny pokaże TVP. Początek grupowych meczów Polaków o godzinie 18.15. Głogowianie mają kolejny raz mają swojego reprezentanta na wielkiej imprezie w postaci statystyka reprezentacji PIotra Zembrzuskiego, na codzień drugiego trenera Chrobrego. 

