Sobota, 19 Maj 2012r.

Ostatnia aktualizacja22:27:33

Jesteś tutaj: Miasto Zakochani to my
Błąd
  • XML Parsing Error at 1:171. Error 4: not well-formed (invalid token)

Zakochani to my

Share

Kto tak śpiewał przed laty? Młodszym czytelnikom zalecamy korepetycje z polskiej piosenki, gdzie tytułowa fraza jest mocno wyakcentowana. Podpowiadamy, że trzeba szukać w latach 60 – 70 – tych minionego wieku, a piosenkarka nazywa się Halina Frąckowiak. Dziś dzień świętego Walentego, dzień, gdzie "przeszczep" zwyczajów panujących 14 lutego przyjął się w Polsce najbardziej w odniesieniu do innych propozycji. Raz, bo to zdecydowanie inny biegun niż obce mimo wszystko Hallowen, dwa, że Walenty to jednak święty, co dla nas ma znaczenie no i po latach siermiężnego komunizmu, gdzie więcej było nosów spuszczonych na kwintę kosztem radości, to taka mała rewolucja w dziedzinie miłości. - Zaletą tego dnia dla naszej mentalności, jest to, że jest on związany z emocjonalnością w okazywaniu uczuć, a nie seksualnością, co już nie byłoby tak akceptowane - tłumaczy fenomen zjawiska Joanna Radzimska, psycholog społeczny z Warszawy. - Jest ono na swój sposób delikatne i uczy okazywania uczuć i dlatego już stereotypowe stwierdzenie, że tego nigdy za wiele doskonale się sprawdza - dodaje. Przypomina się też jednym tchem, że święty Walenty jest także patronem chorych na epilepsję oraz cierpiących na choroby układu nerwowego. - To tylko pozwala na szersze rozumienie pojęcia jego patronowania osobom zakochanym. Pokazuje na szersze wymiary miłości, dziś niestety jakby "uproszczonej" mocno zmierzającej do cielesności i mało nastawionej na ofiarowanie się drugiemu człowiekowi. Trzeba się natomiast cieszyć, że można w tym dniu spojrzeć na człowieka przez pryzmat uczuć, tej bliskości wyrażanej przez bycie ze sobą na codzień nie tylko w okresie narzeczeńskim, ale także i wiele lat po ślubie. Bo zakochanym można być zawsze i kolejny specjalny dzień wyrażania naszych uczuć nikomu nie zaszkodzi, a niektórym dopomoże. - mówi ksiądz Radosław z Wrocławia.

Z roku na rok rośnie inwencja związana z wyrażaniem uczuć w ten dzień. Zanika różnica kto powinien robić to pierwszy. - Nie widzę w tym nic zdrożnego, że zdarza mi się pierwszej przesłać mojemu chłopakowi Walentynkę. Mam swój Dzień Kobiet i wtedy sprawa jest jasna, że czekam. Oczywiście inicjatywa jak spędzimy ten dzień należy do niego, ale to już chyba normalna sprawa. - mówi Agata z Poznania, studentka polonistyki. Coraz bardziej ten dzień jest świętowany przez osoby znacznie starsze. – Przyznaję, że przełamywałem się długo. Od czterech lat składam żonie, życzenia kupuję drobny upominek idziemy na kolację, do kina i żałuję, że tak długo z tym zwlekałem – mówi zbliżający się do sześćdziesiątki pan Roman ze Śląska. Oczywiście gołym okiem widać, że 14 lutego to też doskonała okazja na biznes. Przypominają o tym kwiaciarnie, sieci handlowe. Od lat tego dnia na ekrany wchodzą też komedie romantyczne. Szybko tę zasadę pojęto i w polskiej kinematografii. – Starałam się o bilety do kina Helios na premierę „ I, że Cię nie opuszczę…” Co najmniej o dwa dni za późno. Musimy pójść na coś innego. – mówi wrocławianka Sara. Oblężenie przeżywają restauracje, kafejki i inne miejsca, gdzie można spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć parę czułych słów… Prawda, że to całkiem miłe święto? No i dla wszystkich, bo zakochani to my.

Piotr Jabłkowski

Share

first
  
last
 
 
start
stop